Wiadomo, każdy jest jakiś. Dziwny, fajny, egocentryk, optymista, choleryk.. można by tak wymieniać i wymieniać. Każdy ma jakieś przywary, o których albo nie mówi, bo się wstydzi, albo nawet ich nie zauważa.
Ja mam wiele natręctw.
Nienawidzę, kiedy mężczyzna nie przepuszcza mnie w drzwiach. Zostałam wychowana w ten sposób, że każdy facet musi okazać szacunek kobiecie. Szkoda, że bardzo często trafiam na typów, którzy nie tyle nie puszczą mnie przodem, ale jeszcze zaczną się przepychać!
Bardzo mnie denerwuje ta dziwna, wiejska mowa u ludzi. Zjadanie końcówek, albo te diabelskie 'om' zamiast czystego 'ą'. Nie rozmawiam z ludźmi, którzy tak kaleczą język, albo skracam rozmowy do minimum, bo ciągle mam ochotę poprawiać takiego lenia. Bo ja uważam, że to lenistwo. Gdyby się książki czytało i wsłuchiwało w pięknie mówiące osoby w TV, toby tej naleciałości nie było. Poza tym, zauważmy, że w większości młodzież tak mówi.
Mam obsesję na punkcie owłosienia. Potrafię godzinami skubać te brwi, żeby wyglądały idealnie. Jak kiedyś zobaczyłam jakiś dziwny włosek nad wargą, to wyrwałam go z taką siłą i prędkością, że nawet nie poczułam bólu. Wychodzę z założenia, że skoro mi coś przeszkadza, to jest zbędne. I tyle. Poza tym, nie oszukujmy się, to także dbanie o higienę.
Paznokcie. Moja zmora. Ważne spotkanie, albo dzień, kiedy wiem, że spotkam dużo ludzi.. No nie ma mocnych, żebym wyszła z domu bez idealnego manicure. Oczywiście, zdarzają się dni lenistwa, kiedy wychodzę z jakimiś obdrapańcami z domu, bo nie zdążę zająć się dłońmi, ale wierzcie mi, że wtedy czuję się podle. Ostatnio stwierdziłam, że zawsze muszę znaleźć czas na to, aby o ręce zadbać.
To jedynie przykłady, ale wiem, że moim bliskim to przeszkadza. To znaczy, moja mama jest taka sama, więc jej to nie razi, ale znajomi dziwnie reagują na moje niektóre zachowania. Oczywiście nie tyle się tym nie przejmuję, co po prostu czasem takie reakcje są niezależne ode mnie. Nie przepraszam, po prostu mówię, że ja się zmieniać nie zamierzam.
Agata mnie zmobilizowała. Wysłała zaproszenie, zmuszając mnie tym samym do stworzenia własnego fotobloga. Zapraszam wszystkich chętnych do miejsca, gdzie mogę trochę poudawać kogoś, kim nie jestem. Bo zdjęć robić nie umiem.
-> After - five
Dzisiaj obejrzałam Dzieci z dworca ZOO. Nie wiem co mnie wzięło na taką tematykę kinową. To znaczy, wiem, że to na podstawie książki, nawet tę książkę czytałam, ale jednak film i obrazy w nim zawarte bardziej do mnie trafiły w tym przypadku.
Tak patrzyłam na te twarze i sobie myślałam, że teraz też się takich zagubionych spotyka. Nie mówię o samych nałogach, bo tak naprawdę to nie o to tu chodziło. Moim zdaniem jest to kwestia dorastania, z którą nie każdy sobie radzi.
Tym samym cieszę się, że ja byłam młodszą siostrą. Paula przetarła szlaki i było mi łatwiej. Jest ona też podporą i ochroną przed robieniem głupot, które mogą się naprawdę źle skończyć. Kiedy zrobię coś głupiego, to właśnie ona palnie mnie w łeb i powie, że jestem popieprzona i głupia. Ale to z nią też potrafię siedzieć do trzeciej w nocy, oglądać babskie filmy, wpierdzielać tony czipsów i popijać je whisky z colą. Szkoda, że w tym momencie się tak rzadko widujemy. Wiele spraw ciągle trzeba odkładać na później, a potem wiadomo - zapomina się.
Siostrę zobaczę dopiero latem. W liceum nie było problemu, kiedy wyjechałam na tydzień w czasie roku szkolnego, albo na całe ferie. Teraz trochę ciężej znaleźć sobie czas na takie wypady, a sama Paula też nie może przyjechać, bo pracuje. Poza tym jest jeszcze mąż i dziecko ;) W ogóle trudno teraz znaleźć na cokolwiek czas. Nawet znowu zaczęłam nosić zegarek na ręku. Szkoda, bo ta beztroska była fajna.
Czekam na Emmę. Niby pada, wieje wietrzyk, ale nic większego się nie dzieje. Teraz pytanie - mamy farta i wichura poszła w diabły? a może to diabły przyszły do nas i to jest cisza przed burzą? Pytanie za sto punktów.
Jestem przyjaciółką, to fakt. Ale kurcze, z przyjaciółmi trzeba rozmawiać, żeby mogli oni pomóc. I co ja teraz mam zrobić?
Jestem zła, zła, zła.
Siedzę, kuję, robię wszystko, żeby coś z tych studiów było.. W końcu pozwalam sobie na godzinę przerwy, bo chcę wrzucić zdjęcia na komputer. I co słyszę? "Ona żyje w swoim wirtualnym świecie"
Atakuję i pytam, co to miało znaczyć. Jaka jest odpowiedź? "Babcia i tak nie zrozumie"
Ale cholera, JA ROZUMIEM! Ja żyję w wirtualnym świecie? Od kiedy? Od tych miesięcy kiedy rezygnuję ze wszystkich miłych wydarzeń na rzecz studiów, które muszę skończyć 'bo tak wypada'?! A może wirtualny świat, to jest to, co mnie otacza na co dzień? Może ja o czymś nie wiem?
Na dobranoc usłyszałam "Mogłaś spotkać się z Kaliną. I tak się nie uczysz"
To było przy piątej zapisanej kartce a4. Tematyka: silnik. Na chuj mi ta wiedza? Ach, no tak. Mama chce mieć córkę inżyniera!
Chciałam zrobić małą przerwę, chciałam odetchnąć i odzwyczaić się od wylewania wszystkiego na strony tego cholernego bloga. Ale jeśli tego nie będę robić, to się zacznę zapadać. Jednak nie można wszystko w sobie chować i czekać aż samo zniknie. Lęki i emocje nigdy nie maleją, raczej rosną, więc całkowicie wykluczam samoistne ozdrowienie.
W gruncie rzeczy, ten tydzień od początku był parszywy. Mam nadzieję, że to jest jakieś przesilenie i że mimo wszystko wyjdę z tego obronną ręką.
We wtorek zaczęłam nowe życie, w trochę innym składzie. Teraz jestem ja i... ja.
Staram się pamiętać tylko to, że wtedy ładnie pachniałam.
Mam nadzieję, że o Was dziewczyny, nie zapomniano wczoraj. Do mnie leciały życzenia różnej maści, ale zazwyczaj panowie wykazywali się swego rodzaju inwencją ;) Nawet Myszun mi życzenia złożył, czego się nie spodziewałam, biorąc pod uwagę ostatni tydzień. Ale było to miłe, fakt.
Ja zawsze miałam problemy z przyjmowaniem życzeń, komplementów i tym podobnej wazeliny. Zawsze jestem zakłopotana, jest mi głupio i najlepiej to bym schowała głowę w piasek, o. Nie wiem skąd to się bierze.. Może w zbyt małą wiarę w siebie, którą gdzieś tam chowam?
Wczoraj, umówiłam się z Kaliną. Z okazji dnia kobiet chciałyśmy pójść na jakieś zakupy no i wypić kawę w naszej ulubionej kawiarni. No ale nie, świat był wczoraj przeciwko takim planom. Kiedy już zalazłyśmy się na mieście, okazało się, że cała populacja Olsztyna postanowiła akurat w sobotę wybrać się na miasto. Efekt? Wszystkie sklepy, kawiarnie, restauracje, bary i chodniki były pozajmowane. Niepocieszone szukałyśmy schronienia gdziekolwiek, ale niestety, wybrałyśmy się za późno. Skończyłyśmy wcześniej spotkanie, jednocześnie umawiając się na środę. Może wtedy pójdzie nam lepiej.
I nawet tuszu do rzęs nie kupiłam i teraz jestem nieszczęśliwa. Mama jeszcze nie wie, że będzie musiała mi pożyczyć swój :D
Mam ochotę ponarzekać na brak kasy. Nie wiem jakim cudem, ale luty zrobił ze mnie bankrutkę. Mama mówi, że więcej mi nic nie da, bo to już przesada. Poza tym, że nie ma. Jedyny ratunek w Ojcu, bo w tym miesiącu znowu mam sporo wydatków. Na same książki, przybory kreślarskie pójdzie fortuna, a ja potrzebuję jeszcze kupić porządny kalkulator z ograniczonymi całkami, bo ten mój nagle zrobił się podstawowy. Tutaj się potwierdza teza, że studia w Polsce wcale nie są darmowe. W chuj kasy idzie na takie zdobywanie wiedzy...
To wszystko oznacza, że musiałam przełożyć na później kupowanie wypasionego telefonu i fajnych ciuszków, które wyłapałam w H&M. Szkoda, bo dawno sobie przyjemności nie sprawiałam.
Poddałam się emocjom i zapomniałam o tym, że życie może jeszcze przynieść mi wiele miłych chwil. Wczoraj na przykład, kiedy jechałam autobusem, przydarzyło mi się coś zabawnego i za razem przesympatycznego. Tego dnia pachniałam J'Adore Diora, które dzień wcześniej dostałam w prezencie od mamy. Jakiś obcy mi chłopak wsiadł do autobusu, stanął za mną [bardzo blisko, bo był tłok] i zaczął wdychać zapach! Cały czas czułam jego oddech na szyi. Lepiej, po jakimś czasie nachylił mi się do ucha i wyszeptał, że bardzo ładnie pachnę! Odwróciłam się i zobaczyłam prześliczny męski uśmiech. Też się uśmiechnęłam, chociaż byłam kosmicznie zakłopotana. Podziękowałam za spontaniczny komplement, wiadomo. Wierzcie mi, że ta chwila była naprawdę jak żywcem wyjęta z filmu. Uwielbiam takie niespodziewane sytuacje! A pamiętacie chłopaka z przejścia dla pieszych? Cieszę się, że mi się przytrafiają takie sytuacje. Mam co wspominać, o czym myśleć i z jakiegoś powodu mogę się szeroko uśmiechnąć!
Jak można się domyślić, dzisiaj też te same perfumy użyłam. Mama się śmiała, że mam nadzieję, że spotkam go ponownie i chce zachować dobre wrażenie ;) Ale wiadomo, nie liczę na ponowne spotkanie. Właśnie to jest fajne w tego typu zdarzeniach. Całkowity spontan bez większych szans na przyszłość. Więcej proszę, losie kochany!
Ostatnio miałam za dużo nieprzespanych nocy i męczących dni. Parę tygodni temu zauważyłam, że skóra twarzy mi zszarzała dosłownie. Wyglądałam jak stary rupieć ;P Ale coś z tym zrobiłam. Wypad do kosmetycznego i półka zapełniła się specjalistycznymi kremami. Od jakiegoś czasu robię sobie kurację, i na szczęście już widać efekty. Kalina wysyła mnie do kosmetyczki, u której ona sama była ostatnio, ale muszę z tym poczekać. To wydatek kilkuset złotych i w tym momencie ich nie mam po prostu. A jak już się wybiorę to po coś konkretnego, bo i tak ciężko mi znaleźć czas na to skoro po oczyszczaniu nie ma wychodzenia z domu przez 24h, chyba, że chcę postraszyć ludzi ;)
Babska notka mi wyszła ;) Ale dzisiaj się czuję tak.. trochę babsko!
Apogeum wkurwienia.
W ten sposób kończę ten tydzień.
Wytłumaczcie mi jak ktoś, kto ponoć jest zdrowy na umyśle zachowuje się jak dwuletnie dziecko, które wiecznie trzeba prowadzić za rękę? Starsze staje się wtedy, kiedy trzeba opierdalać mnie na środku chodnika, bo śmiem rozmawiać na ważny temat z inną koleżanką! Ja jestem zazwyczaj osobą cierpliwą, ale jak już mi ktoś zalezie za skórę, to spokoju długo nie zazna!
Teraz oczywiście to MOJA wina, że nie dałam JEJ wszystkich potrzebnych materiałów i ona musiała wysłać aż JEDNEGO smsa do kolegi, żeby on jej podał resztę.
Okurwajapierdolę.
Zwrócę jej za tego esemesa, niech tylko da mi święty spokój!
To nic, że ja mam tyle samo pracy i zamiast oczekiwać, że inni ruszą dupę za mnie, to coś robię, a nie udaję, że mnie to cokolwiek obchodzi.
Przynajmniej Kalinowa kawa i latanie po sklepach trochę radości mi przyniosło dzisiaj. Stwierdziłyśmy, że nie ma nic ciekawego.. Pewnie fajne rzeczy pokażą się jak nie będziemy miały kasy ;P Zawsze tak jest. Dlatego zapobiegawczo staram się nie wydać wszystkiego teraz. Chociaż torebki na allegro kuszą. I buty. I biżuteria i.... ach.
A po świętach szykuje się nareszcie jakaś większa impreza.
Dubidubidab hura.
Zabawne, jeszcze miesiąc temu mówiłam Agacie, że spodziewam się tego specjalnego pierścionka. Wiem, że niektórym się mogło wydawać, że to zbyt wcześnie, ale zaręczyny nie oznaczają wcale, że szybko trzeba brać ślub. Dużo było rozmów na ten temat, ale jak widać los lubi płatać figle.
Od dziecka na widok wystaw z sukniami ślubnymi otwierałam szeroko usta, przyklejałam nos do szyby i podziwiałam. Od dziecka marzę o tym, żeby mieć ten swój wielki dzień takim, jakim sobie wymyśliłam. Co rok jedynie projekt sukni się zmienia, bo w końcu moda idzie do przodu.
Ten dzień będzie wyjątkowy. Chcę, żeby to się odbyło w Olsztyńskiej Katedrze, znanej obecnie jako Bazylika Mniejsza. Zawsze kiedy tam jestem, wyobrażam sobie samą siebie, jak kroczę tym pięknym holem. Zaraz po tej ceremonii odbędzie się ślub cywilny, bo nie sądzę aby przekładanie tego było dobre. Przyjęcie odbędzie się za miastem, w zameczku przyjaciela rodziny. W tym momencie został on przerobiony na hotel z pięknymi salami, więc to jest idealne miejsce. Suknia? W tym momencie taka. Na wieczór zapewne założyłabym w tym momencie to.
Miejsca i stroje zaplanowane. Kiedyś chciałam nawet ułożyć już menu, ale stwierdziłam, że to bez sensu. Przecież do końca nie wiem, jak to wszystko będzie wyglądało. Jak widać właśnie ewakuował się potencjalny Pan Młody.
Jedno jest pewne. Ten dzień musi być najpiękniejszym w moim życiu.
Dzisiaj czuję się samotnie. Pewnie stąd to całe odgrzewanie zimnego kotleta.
Rozmawiam właśnie z Pawłem i dochodzę do jednego wniosku. Przez ostatnie parę miesięcy byłam straszną kłamczuchą. Oszukiwałam samą siebie, że to co robię, jest mi od dawna pisane. On nie bał się rok temu rzucić studiów i pójść na kierunek, który mu najbardziej odpowiadał. Teraz jest zadowolony i czerpie z tego całego studiowania jakąś przyjemność i satysfakcję.
A ja? Coraz częściej odczuwam znudzenie i niechęć. To, co było do niedawna super sprawą i doświadczeniem, w tym momencie jest uciążliwe. Tematyka może ciekawa, ale na ten moment nie czuję bluesa. Tym bardziej te odczucia dają o sobie znać, kiedy słyszę zadowolonych kolegów, którzy poszli na informatykę. Czuję się źle, że ja, osoba, która ma w małym paluszku to, co oni teraz robią na zajęciach, że nie miałam na tyle odwagi, by jednak pójść tam, gdzie powinnam. Zawsze uważałam, że na to będzie czas, ale czy tak jest na pewno?
Lubię swój kierunek, lubię swoje studiowanie, swoją grupę.. Lubię, naprawdę. Ale jest mi ciężko, kiedy dochodzę do wniosku, że tak naprawdę, to chyba jestem w złym miejscu.
Nie chcę podejmować pochopnych decyzji. Nie chcę rozgłaszać jaka to ja jestem nieszczęśliwa. Przecież wszystko się może zmienić. Może w końcu doczekam się chwili, kiedy będę mogła powiedzieć jasno, z uśmiechem na twarzy, że podoba mi się to, co robię.
Dobija mnie fakt, że już teraz wpadam w nostalgię. Ta monotonność powinna mi się załączyć dopiero przed trzydziestką! Dzisiaj Agata mi powiedziała, że ona nadal czuje się jak mała dziewczynka. Nadal podniecają ją kolorowe portfele, jakieś takie bibeloty słodkie.. A ja? A ja robię z siebie dorosłą. Dorosłą, która tak naprawdę ma kiełbie we łbie. Co z tego, że wydam fortunę na płaszcze, torby i perfumy, skoro w głowie mam chaos. Wcale nie czuję się jak osoba dorosła i świadoma swego postępowania. I co z tego, że nie cieszą mnie już świecidełka? Za to przeogromną radość mi sprawia budzenie się koło ukochanego mężczyzny, mówienie otwarcie o swoich poglądach i nieprzejmowanie się tym, co ktoś o mnie pomyśli. Pozbyłam się dziecięcej nieśmiałości i to mnie cieszy.
Może nawet kiedyś osiągnę ten pułap, że odnajdę dla siebie odpowiednią drogę, którą będę kroczyć z podniesioną głową.
Czy wiecie, że kiedyś, mimo marzeń o szczęśliwej rodzinie, zawsze stawiałam karierę na pierwszy miejscu? Zawsze mówiłam o tym, że najpierw nauczę się zarabiać pieniądze, a potem dopiero zacznę zabawę w mężów i dzieci.
Chociaż nie, dzieci nigdy nie chciałam. Nie mogłam znieść myśli o tym, że cała uwaga spadnie na kogoś innego. Ale wszystko się zmieniło, kiedy spotkałam pewną małą istotkę, która już otwarcie w tym momencie krzyczy do telefonu 'Ciocia Assssia!'.
Chaotycznie wyszło, ale mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Chyba kolejny raz, z tych niewielu razy, mogę otwarcie przyznać, że to mi właśnie w duszy gra.
Czujecie te Święta? Nigdy ich nie czułam, a teraz to już w ogóle nie wiem, co się dzieje. Skąd ta domowa gorączka, nawiedzanie mnie w domu i bieganie z koszykiem? Za oknem śnieg, mimo, że kalendarz twardo utrzymuje, że się już wiosna zaczęła. Jedyne miłe aspekty tej całej sytuacji to cukier wypływający falami z uśmiechniętych twarzy, miłe zapachy dobiegające z kuchni i ogólne jakieś tam podniecenie.
Wiecie, dlaczego słowo pisane może być upierdliwe? Bo jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby ktoś zrozumiał to, co napisałam. Nie można nadać literom emocji, a słowa nigdy nie są dokładne w stu procentach. I mimo, że w mojej głowie każda kropka i przecinek mają znaczenie, to dla wielu jest to po prostu znak interpunkcyjny. Chujowe rozwiązanie, że się tak mało dziewczęco wyrażę. Aż się pisać nie chce.
Mój nastrój się.. poprawił. Jest lepiej, ale nie najlepiej. Nie wiem, co jeszcze może to zmienić. Wyspałam się pierwszy raz od paru miesięcy, mam na stole pyszne dania, wpieprzam żelki, które wczoraj przyszły pocztą i nawet zrobiłam jakiś nowy, koślawy szablon. Znacie jeszcze jakieś przyjemności? Bo mi się kończy wachlarz możliwości.
Niedziela świąteczna była bardzo udana. Jedna z lepszych, jakie do tej pory były. Wszystko na spokojnie, miło, ciepło... jedynie pogoda nie była taka, jaką sobie wymarzyłam. Śniadanie zaczęło się późno dość, bo dopiero po 10. Zanim wszyscy się zebrali, wrócili z kościoła, to trochę minęło. Potrawy - pierwsza klasa! Kucharki się postarały. Ja zabawiałam, utrzymywałam dobry klimat i byłam od 'uśmiechania się'. Tak to sobie trwało do wieczora. Do wyrka padłam nieżywa, ale z miłym nastawieniem.
Dzisiaj od rana wszystko było 'nie tak'.
Przede wszystkim jakiś, do tej pory, niezidentyfikowany dźwięk mnie obudził o 7:40!! Wkurwiona maksymalnie odkopałam się z kołdry i poczłapałam pod relaksujący prysznic. Pomogło, ale na krótko. Najpierw pokłóciłam się z mamą. Później mama pokłóciła się z babcią. Następnie dowiedziałam się, że moja przyjaciółka chyba nie chce, żebyśmy razem spotykały się z naszymi znajomymi z liceum..... Niechcący wygadała się o spotkaniu na dzisiaj zaplanowanym tłumacząc się później, że i tak na co dzień się z nimi nie kontaktuję! A ona to z nimi non stop... Śmieszne. Jak można się domyślić, wcale mi miło nie było. Najdziwniejsze w tym jest to, że mówiła, że wraca dzisiaj z domu, bo jutro ma zajęcia. A tak naprawdę była umówiona. Jak zapytałam, czy wpadnie jutro do mnie na kawę, to powiedziała, że się musi uczyć.
Nożeszkurwajapierdole.
Niemiło mi jest!
Do tego podrażnione spojówki mam od jakiegoś dupiastego kremu Oriflame. Dwa dni wyglądałam jak królik, dzisiaj opuchlizna schodzi. Nie idzie nawet dotknąć, takie czułe są.
Czy jest jeszcze coś, co mogłoby mi skopać nastrój na koniec świąt?
Jeden dzień, a przyniósł ze sobą dużo przemyśleń.
Przede wszystkim wcale nie zamierzam się przejmować tym, co zrobiła Kalina. Każdy ma swoje dziwactwa i trzeba się z tym pogodzić. [ AKCEPTUJĘ TO!!! ] Dałam jej jasno do zrozumienia, że sytuacja była dziwaczna i pozostaje mi mieć nadzieję, że się to więcej nie powtórzy. Sama nie zawsze byłam fair względem niej, ale nawet przyjaźń nie uśpi babskiej zazdrości. Jakby nie było, to tak po prawdzie w każdej z nas suka tkwi i jedynie przed samymi sobą potrafimy się do tego otwarcie przyznać. I tyle, nie ma sensu rozwalać całej sytuacji na części pierwsze, bo to może być szkodliwe.
Poza tym miałam dzisiaj ciekawą wizytę w-i-a-d-o-m-o k-o-g-o. To było tak niespodziewane, że aż się ucieszyłam. Oczywiście uśmiech zamienił się szybko w grymas, jak zorientowałam się, że jestem zbyt miło nastawiona. Chciał pogadać, na co się zgodziłam, ale nie byłam specjalnie wylewna. Dałam mu chyba jasno do zrozumienia, że mnie nie można mieć 'w jakiejś części'. Albo wszystko, albo nic, bo weekendową dziewczyną być nie zamierzam. Nie opyla mi się na tabletki wydawać. A propos tabletek, moja siostra poszła o krok do przodu. Mianowicie w czwartek ma zabieg, który polega na wszczepieniu implanta [implantu?] antykoncepcyjnego w ramię, który uwalnia progesteron. Działa jak plasterek lub tabletka jednoskładnikowa, ale nie trzeba się o niego wiecznie martwić i o nim pamiętać. Takie coś działa 3 lata. Akurat, później moja siostra chce urodzić drugie dziecko. Jedna wada metody - nie ma tego w Polsce. Lepiej, w Anglii za wszystkie takie antyciążowe płaci państwo. Jednym słowem tam kobiecie jest dużo łatwiej.
Z kolejnych godzin dzisiejszego dnia. Właśnie wyczyściłam całkowicie swoje konto zamawiając na allegro jakieś drogaśne kosmetyki pielęgnacyjne. Ale wyszłam z założenia, że i tak bym je w końcu kupiła. Poza tym odkryłam nowy zapach, Mexx - Wild. Dzisiaj byłam z mamą w Douglas'ie i tam do zakupionych kosmetyków dostałyśmy próbki perfum Mexx'a. Mamie przypadł do gustu zapach Nice, a mi właśnie ten Wild. Nie są wcale takie drogie, zauważyłam, że na Allegro najwyższa cena to 115 złotych. Na to jeszcze mnie stać, dlatego już się cieszę, że na półce pojawi się nowy flakonik. Tak sobie myślę, że ze mnie prawdziwa baba wychodzi.. Tyle, że ja nie mam obsesji na punkcie ciuchów i butów, ale kocham za to torebki i perfumy. No i co poradzić? Znaleźć bogatego męża!
Kto jest niegrzeczny?
Ja.
Kto jest podły?
Ja.
Komu jest z tym źle?
[cisza]
:D
Potknęłam się, ale to nie było bolesne potknięcie. Powiem więcej, zajebiście się czuję, kiedy nadal taka podniecona całą sytuacją opowiadam wszystko Agacie. Wiem, że to nie może się już nigdy więcej wydarzyć, ale w tym momencie to co było, jest niezmienne więc będę się cieszyć tą przygodą.
Czuję się jak Carrie z mojego ulubionego serialu. Ona też rozrabiała z Mr. Big'iem i mimo wyrzutów sumienia cieszyła się tamtymi chwilami. Tylko, że oni później byli razem.. A tutaj nawet chęci na takie zakończenia nie ma, bo my wcale do siebie nie pasujemy :P
Weekendowym dziewczynom mówię stanowcze nie, panie Niezdecydowany! Więc już nie pisz, nie dzwoń. Zniknij.
Dooobra, zmieńmy to trochę. Znudziły mi się już idiotyczne notki, nie wnoszące nic do sprawy.
Kilka faktów o mnie! (Jeden jedyny raz daję coś takiego. Wykorzystajcie tę szansę!)
Ciekawe, czy Wam by się udało takie coś... ;>
Wyzywam Was!
1. Jestem leniem! Potrafię przekładać wszystko na moment, który nie nastąpi nigdy! Nie wiem skąd ta wada, ale pocieszam się tym, że moja siostra jest taka sama! Dziwne, bo rodzice - pracoholicy - a ich dzieci takie jakieś niedorobione. Mam ogrooomny problem z mobilizacją, ale jak już stanie się cud, to siedzę do końca. Staram się nie zostawiać resztek pracy, bo to bez sensu. Biorąc pod uwagę moje problemy z rozpoczęciem pracy, gdybym tak wszystko zostawiała w połowie to, jak łatwo sobie to wyobrazić, wprowadziłabym niezły chaos.
2. Nienawidzę swojego nosa! Oj, jak ja go nienawidzę! Już teraz planuję jego zoperowanie. Oczywiście nie zrobię tego byle jak.. chcę mieć piękny nosek, a nie nochal rodem z bajki o wiedźmach. Nic nie jest dla mnie tak bolesne jak ta góra nieszczęścia, najdalej wysunięty półwysep mojego ciała. No dobra, może nie najdalej, bo przecież nie możemy zapomnieć o moich b/c (do tej pory rozmiar nieustalony. KAŻDY stanik ma inny rozmiar. kosmos), ale wierzcie mi, że ten kulfon jest upiorny.
3. Uwielbiam swoje oczy i tyłek! Tak, kiedy patrzę na swoją twarz lub na siedzenie, to zamieniam się w narcyza. Uważam, że te dwie rzeczy są przecudowne i należy je podziwiać. Oczy mają śliczny kolor i głębię, a pupcia ma kształt! Rozkoszą jest dopieranie sobie bielizny, tak samo cieni podczas robienia makijażu. A propos makijaży... Czy wiecie, że zaczęłam umieszczać swoje makijaże na wizaz.pl? Spotkajmy się tam!
4. Jestem gadżeciarą i lubię szpanować! Nie jest mi z tym jakoś strasznie źle. Mam to gdzieś, bo jakby nie było, ta przeokropna wada (!) wzbudza pewne emocje więc moje znowu na górze. Uwielbiam pachnieć drogimi perfumami, uwielbiam wozić się dobrymi samochodami i uwielbiam mieć coś, co zwraca na siebie uwagę innych. A jak już zauważę, że ktoś się wpatruje w coś, co należy do mnie, to moje ego frunie aż do chmur i tam tak sobie wisi, dopóki mnie ktoś nie sprowadzi na ziemię.
5.Nie lubię niektórych ludzi! Mam taką brzydką manierę oceniania wszystkich, którzy się nawiną. Jak mi się ktoś nie podoba, stwierdzam, że nie mam o czym z tą osobą rozmawiać, to po prostu tego nie robię. Publicznie wyrażam swoje zdanie, nie kryję się z tym. Jeśli ktoś jest debilem, to powinien się o tym dowiedzieć. Lepiej późno niż wcale, prawda? Poza tym nienawidzę tych, którzy się kleją! Boże, jakie to przeokropne, kiedy ktoś uważa Cię za swojego przyjaciela, i ciągle za Tobą biega, szuka aprobaty.. Nienawidzę i się od tego odwracam. Bo ja mam jedną przyjaciółkę, a reszta jest mi... znana. Tyle mi wystarczy.
6. Jak każdy, ja też mam swoje problemy rodzinne! Ale o tym chyba nie wypada mówić publicznie. W rodzinki takiej jak moja chyba mało kto wierzy. Bo czy to normalne, żeby kierować się zasadami, wszystkim mówić, że się te zasady ma, a w domowych pieleszach pieprzyć wszystko, co może nas ograniczyć? Czy normalnym jest wbijanie sobie nawzajem i dowartościowywanie samych siebie kosztem bliskich? Zdrad dużo na świecie, więc o tym nie wspomnę.
7. Lubię seks! No i co ja na to poradzę? Co z tego, że jak to kiedyś jedna z koleżanek (wtedy bliskich) powiedziała, że już żaden mnie nie zechce bo już nie jestem dziewicą? Co z tego, że ta sama koleżanka kazała mi się badać na HIV :D Ludzie, czemu jesteście tacy ciemni? Seks jest tak cholernie naturalną sprawą, że chyba nic bardziej naturalnego nie ma. Nawet sikanie może zostać nam darowane, a na seks nie ma zastępstwa! To ludzkie i kurwa się z tym pogódźcie. Albo w końcu idźcie z kimś do łóżka, to się może wam odmieni.
8. Nadal utrzymuję kontakt z Adrianem! Tak, jestem potworem. Wszystko wbrew rodzicom i zdrowemu rozsądkowi. Co gorsza, mój poziom wkurwienia z jego powodu sięga zenitu, a ja dalej to ciągnę. No Aśka, powiedz szczerze... po co? Nie wiem jak długo uda mi się ukrywać to, że z tym człowiekiem mam kontakt. Mama już coś węszy, w końcu wywęszy. I co ja powiem? Głupia, głupia, głupia Aśka.
9. Mam syndrom młodszego dziecka! Nie potrafię się pogodzić z tym, że choroby, które kiedyś miałam już dawno minęły i w tym momencie nie ma powodu, by się wszyscy nade mną trzęśli. Dlatego albo wspominam stare pęknięte bębenki, stare złamane kostki, albo stare zapalenie woreczka żółciowego. A jak to nie daje rady, to namawiam mój mózg, żeby umówił się z jajnikiem, żeby ten napierdalał mnie w nocy tak bardzo, że ni chuja nie zmrużę oka do 6 nad ranem!!!!!!!!!!!! I tutaj powstaje kolejny punkt...
10. Od zawsze zastanawiam się, jak to jest, kiedy zmieni się płeć! Tak, to prawda, chciałabym być facetem. Powiedzmy przez tydzień. Chciałabym wiedzieć jak to jest być kimś innym. Kiedyś miałam taką rozmowę z kolegą, który stwierdził, że ten dowcip, który opowiadany jest od dawna jest prawdziwy.. gdyby on był kobietą, to by się ciągle bawił swoimi cyckami -_- Czy kobieta też bawiła mi się ciągle swoim.. zwisem? Chyba nie.. a może jednak? Ja nie wiem sama. Pewnie tak, bo co mi szkodzi. A jak to z Wami, dziewczęta?