Kiedy tak natykam się kolejny raz na dziwne myśli, zastanawiam się, czy wyrzucenie tego z siebie może mi jakoś pomóc. Sprawdzam. To znaczy, jestem na etapie poznawania możliwości napisania wszystkiego, co na sercu leży. Wybrałam na to miejsce publiczne. Wiem, że nikt, kto mnie zna, nie trafi tam, ale może pojawią się jakieś inne, obce głosy. Na razie skupiam się na tym, aby nie opuścić żadnego szczegółu, bo nie ma sensu zostawiać tego na później.
Sama sobie jestem terapią.
Wszystkim niedowiarkom polecam piosenkę zespołu HappySad - Psychologa
P.S.
Pamiętajcie dzieciaczki, aby nigdy nie pisać o tym co Wam w sercu gra. To znaczy, nie pisać o tym na blogu, o który ktoś wie. Bo to się może odwrócić przeciwko Wam. I tak oto straciłam najważniejszą osobę we wszechświecie. Byłam zbyt szczera dla samej siebie i nie pomyślałam, że ktoś to czyta.
Kurwa Jego Zajebana Mać!!!
Ahoj!
Też tak macie? Kiedy oglądam film i trafię na jakąś ciekawą muzykę, to robię wszystko, aby tylko te melodie zdobyć. Najczęściej wsłuchuję się w tekst, a potem googluje w poszukiwaniu całości. To mnie doprowadza do wykonawcy i tytułu. Tak też było z tą piosenką, która stała się dzisiaj myślą przewodnią. Cholernie chciałabym posłuchać tego na żywo.. Tak jak tu.
Koniecznie zainteresujcie się tymi zdjęciami.. Podczas poszukiwania nowej grafiki na bloga trafiłam na tą sesję. Niesamowite. Piękne. I oryginalne.
Zapytacie, dlaczego nie wykorzystałam tego? Nie chciałam zepsuć wspaniałego efektu jaki osiągnęli fotograf i jego modelki.
Wiecie, że aznii.blog.pl przestał istnieć? Mimo, że jestem przeciwniczką takich rozwiązań... to skasowałam. Wszystko. Całą przeszłość.
Przepraszam A. że tak łatwo wymazałam myśli o Tobie.
P.S. Czy ktoś z ownlogowiczów może mi powiedzieć jak zmniejszyć ilość wyświetlanych notek na stronie głównej? Fanaberiaa, dziękuję za pomoc ;)
Mam dzień, kiedy chcę kląć. Wyklinać wszystkich, którzy mnie denerwują, którzy uważają, że mają rację, kiedy jej nie mają. No generalnie jestem dziś w stanie totalnego wkurwienia. Bez powodu. Jakoś mam dziś ochotę pozłościć się na świat.
Jutro wyniki z poprawki z ekonomiki.
Mam dziwne wrażenie, że oblałam.
Trzeba być suką, żeby na poprawy dawać dużo trudniejsze testy.
Bicz.
'Mysia, jesteś fajna, ale odbieraj czasem tę pierdoloną komórkę. Ochujeć idzie'
Aaa! Powiedział, że jestem fajna
:D
Dzisiaj, zgodnie z zasadą o białej koszuli w każdej damskiej szafie, przyodziałam wyżej wymienioną [nie, nie szafę. koszulę.], super zajebisty wywalony w kosmos krawat i pobiegłam po wpis z mojego ukochanego przedmiotu - ekonomiki. Śmiać się, czy płakać? W mojej grupie aż trzy osoby zaliczyły! Ja nie, oczywiście. Ze łzami w oczach wycofałam się do dziekanatu, dowiedzieć się o warunek, a tutaj wiadomość prosto z nieba: wkurwiona prodziekan dała nam jeszcze jeden termin! Kobietę całować po stopach chcieliśmy. A więc, drogie dzieci, ciocia Asia mówi, że te studia to może i dla niej są :P
Śmiesznie wyszło, bo byłam jedyną, która się na regulacje prawne w przyszłym semestrze zapisała. Cała reszta, jak jeden pan, polazła do tej samej babki, z którą mieliśmy ekonomikę. Na marketing. Że niby będą zarządzać. Mówiłam od razu, że ja uciekam od kobiety jak najdalej. I co? A no to, że ludzie się wysypali i okazuje się, że chyba sama nie będę na prawie :D Śmiać mi się chciało, ale osobiście wychodzę z założenia, że lepiej znać prawne zasady prowadzenia własnej działalności gospodarczej, czego nigdzie nie nauczę się później. A marketing i zarządzanie można zrobić zawsze.
Dzisiaj stałam pod pokojem pani R. chyba dwie godziny. Ale w tym czasie przeprowadziłam masę ciekawych rozmów i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. W przyszłym semestrze powitamy trzy nowe osoby w naszej grupie. Męczy mnie jedno. Do tej pory byłam jedyną Asią... a teraz takie nieszczęście.. bo druga się znalazła.
Już nie będę wyjątkowa.
Dzisiaj pierwszy raz ktoś się uszczypnął na mój widok!! Nie zrozumiałam, a później usłyszałam, że to na szczęście, bo ja taka trochę rudawa jestem :D Od jutra będę chodzić z tabliczką uwieszoną na szyi
"Kto chce zaliczyć sesję, niech się szczypie na mój widok. Podpisano: Ruda" :P
Ruda Asia?
Ha ha ha.
Ha ha.
Ha.
Nieśmieszne.
Szkoda, że nie każdy może dosięgnąć swoich marzeń. Nie wiem jak będzie z tym chłopakiem, ale ważne, że coś robi. Jestem pod wielkim wrażeniem. Zapraszam do wysłuchania coveru roku.
Koszmarny ból głowy nie pozwolił mi się cieszyć z dzisiejszego wieczora. Musiałam wcześniej wrócić do domu. Nie jestem w stanie wsłuchiwać się w żadne dźwięki, bo po całej głowie rozchodzi się tępy ból. Sen nie przynosi ukojenia, a i pozycji nie mogę żadnej wymyślić, coby zmniejszyć ten ból. Znowu to samo. Leki też już nie działają... Hah, nigdy nie działały.
Mało romantyczny dzień dzisiaj. Do 14tej siedziałam praktycznie w betach, popijając herbatki na uspokojenie. Za każdym razem, gdy się podnosiłam, to łapanie równowagi trwało trochę czasu.
I już wiem, jak to jest widzieć gwiazdy przed oczami.
Dzisiaj rozmawiałam z moim Tatą. Wszystko już ustalone. I jak zwykle rozpieprzył mi plany na wakacje :P Ale nie gniewam się, bo te wymyślone przez niego, są jeszcze ciekawsze. Mama teraz za mną chodzi i gdera, jak to mam się zachowywać a jak nie. Na co mam zwracać uwagę, na co nie. Jak mam układać bluzki, a jak skarpetki. Wg jej zaleceń mam nawet majtki sobie prasować.
Haha.
Stringi? :D
Generalnie wszystko się fajnie zapowiada.
Wczoraj dotarł do mnie nowy plan zajęć. No cóż, Kochani, jeśli kiedykolwiek będę narzekać na niewyspanie, to proszę mocny cios. Do 15tej chyba się każdy wysypia :P
Kochana Mroo mi humor dzisiaj poprawiła.. Oto, co dzięki niej powstało: Pośmiejmy się razem
Czego to człowiek nie wymyśli, żeby śmiesznie było?
A ból głowy nadal jest. W tym momencie już cała lewa strony głowy boli. Hm, to nawet nie jest ból. To tak, jakby ktoś mi kijem przez łeb napierdalał cały czas. Mama uważa, że jeżeli mi to nie minie, to jednak do lekarza się wybiorę. Trochę się boję, to fakt. Nie chcę dostać kolejnej końskiej dawki leku, bo zawsze po takiej 'kuracji' źle się czuję. Biorąc pod uwagę, że w poniedziałek zaczynam zajęcia, to nie chciałabym zawalić na samym początku.
Moja babcia wczoraj przebiła samą siebie, dzwoniąc do nas po południu z grobowym głosem. Ja spałam, ale dźwięk telefonu i rozmowy mnie obudził. I co usłyszałam? Moja mama wypytywała rozhisteryzowaną babcię, dlaczego się zachowuje tak a nie inaczej. Seniorka jąkała się przez dobre dziesięć minut, wspominając coś o moich zdjęciach, jakie Grażyna (ciocia) widziała w sieci. Moja mama wtedy zapytała, czy zdjęcia jakieś pornograficzne czy jakie są.. Odpowiedź mojej babci: "Nie... No ładne ponoć!" Generalnie konsternacja pewna. Nie wiadomo, o co chodzi, a babcia dalej się jąka zdenerwowana. Rozmowa trwała kolejne minuty, moja mama już miała porządną żyłę na czole, ja stałam cała spięta nie wiedząc o co chodzi... i dopiero na sam koniec pojawiła się wzmianka o naszej-klasie...
Najlepiej nie chwalić się przed rodziną osobistymi linkami, bo Was zjedzą. Takie to ciekawskie..
Panna Joanna mówi, że też by chciała codziennie dodawać notki. No cóż, ja nie chcę, ale stwierdziłam ostatnio, że wolę aktualizować bloga. Biorąc pod uwagę, że często się zdarzało, iż notki było przestarzałe i nie miały sensu w teraźniejszości, to postanowiłam pisać za każdym razem jak najdzie mnie chęć i jak będę miała coś konstruktywnego do powiedzenia.
Tak, tak, te bóle to migrena, która mnie nachodzi co rok, mniej więcej o tej samej porze. Tak zwana nagła zmiana ciśnienia powoduje, że chodzę po ścianach i działają jedynie mocne leki przeciwbólowe. Jestem z tych osób, które kiepsko reagują na pogodę. Bardzo kiepsko.
Tęskniłam za uśmiechem. Tym szczególnym uśmiechem. Tęskniłam tak bardzo, że jak już się pojawił to zwiałam, gdzie pieprz rośnie. To znaczy, małe przekłamanie. Nie zwiałam, ale powiedziałam, że mnie boli głowa i muszę się położyć i w ogóle najlepiej to żebyśmy się już nie widywali. Widząc TEN wzrok szybko dodałam to znaczące 'dzisiaj'. Brak jednego słowa i całe zdanie brzmi tak.. sucho i bezuczuciowo.
W każdym razie staroć 'Zakochani' obejrzałam siedząc w swoich ulubionym fotelu i komentując na głos jak jakaś stara panna.
Dzisiaj mama wróciła wcześniej do domu. Postanowiłyśmy zrobić jakiś obiad. Wiecie co się okazało? Tak, jak nigdy nie spożywamy posiłku w tym samym miejscu (zawsze która w kuchni, któraś przy kompie), tak wspólne gotowanie wychodzi nam wyśmienicie. Tyle radości nam to przyniosło, że nawet nie zauważyłyśmy jak rozeszłyśmy się w dwie różne strony, żeby posiłek skonsumować.
Znalazłam sposób na wyrażenie mojego zachwytu. Od wczoraj biegam jak głupia z aparatem. Mam już kilka rodzajów chmur, kilka sikorek, które mają zebrania na moim balkonie. Co więcej, te maleństwa nawet nie uciekają jak robię im zdjęcia. Wolę myśleć, że mnie nie widzą.. a nie, że mnie mają w dupie ;)
Ponieważ zaczyna się kolejny semestr na uniwerku, trzeba było pożegnać kochanych przyjezdnych i czas skupić się na nauce. Spędziłam miłe popołudnie na pożegnaniu co najmniej słodkim.
Dziwię się samej sobie, jak wiele radości przynosi mi samo przebywanie w czyimś towarzystwie, jakiś delikatny dotyk, uśmiech i ciepłe słowo. Serce się raduje na samo wspomnienie. Czasem człowiek zapomina, ile szczęścia daje druga osoba u boku.
"och Ty... zmieniarska jesteś" jak to kochana Agata zauważyła.
No wiem no, taki mój parszywy urok.
Dużo tego typu filmów powstało, dużo poprawionych zdjęć. Sama wiele razy bawiłam się w takie retuszowanie. A ta akcja nareszcie podaje na tacy sens tego typu pokazów. Link
Dzisiaj miałam pierwszy raz zajęcia z maszynoznawstwa i rysunku technicznego oraz z fizyki. Pierwsze wydawało się zmorą, ale biorąc pod uwagę pana Kaczorka (super nazwisko namber łan...), to chyba nie powinno być źle. Zajęcia prowadzą panowie, których na pewno da się przeżyć. Może nie jest przezabawnie i przekomicznie, ale nie zapowiada się na rzeź niewiniątek. Chociaż, kto wie, jak to z panami z mojej grupy będzie ;)
Fizyka, do tej pory śmierć na miejscu, dzisiaj nabrała nowego znaczenia. Albowiem, jest to przedmiot do przejścia! Chyba. Generalnie na te ćwiczenia trzeba mieć duuużo siły, bo pan Smyk (... super nazwisko namber tu! ;) ) jest bardzo dowcipnym człowiekiem. Doktorek ma świdrujące oczka. Spojrzeniem wwierca się w psychikę człowieka, dlatego wszyscy patrzą albo twardo do przodu, albo twardo.. w dół :P Ja na zmianę patrzyłam i uciekałam. Takie to niebezpieczne. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie usiadła na pierwszej ławce. No i potem oczywiście musiałam poudawać, że coś umiem. O dziwo, nie mówiłam głupot! Może jednak pani katechetka, która mnie uczyła w LO fizyki nie była taka zła? :D W każdym razie przez dwie godziny zostałam pochwalona kilka razy uśmiechem, a o pochodnych to już w ogóle do mnie mówiono. Tak, nie ma to jak być bratnią duszą fizyka.
Wszędzie w parze jestem z Magdą, wszędzie para ma numer 10. Zapomnieć nie powinnam. "Pamiętajcie dzieciaki!!" - Okej, będę.
Wróciłam do domu maksymalnie zjebana. Powrót o 21? Potem oczywiście musiałam otworzyć swój piękny organizator i ustawić sobie jutro cały dzień. Chyba trochę za dużo na siebie wzięłam na jutro. Brakuje mi około 45 minut w ciągu dnia, a wcześniej wyjechać nie mogę, bo nie ma to sensu. Nie wszyscy pracują od rana, tak jak ja :P Teraz mam jeszcze do przygotowania harmonogram z fizyki do wydruku, tematy ćwiczeń, wzór podania, pomoc dla Gosi, muszę znaleźć jeszcze kilka książek, i będę mogła iść spać.
Ach! No i oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie popieprzyła miesięcy. W rezultacie wiszę uniwersyteckiej bibliotece już 13 zł :P A książek jeszcze nie oddaję, bo korzystam. Oł jea.
Jutro wieczorem widzę się z Kaliną. Zaproponowałam sama z siebie spotkanie, bo ja nie lubię takich sytuacji. Albo wrócę z tarczą i z Przyjaciółką, albo na tarczy i w całkowitej rozsypce.
Bo to strasznie nieludzkie nie mieć przyjaciela u boku.
Tak, w tym momencie czuję się nieludzko.
A światełkiem w tunelu jest to, że się w ogóle zgodziła spotkać.
Agata, Ty masz jakieś ciekawe materiały do maszyn lub rysunku na kompie cobyś mi wysłać mogła, Kochanie? :D Bo cholera u nas wszystko zarezerwowane albo pogubione :/
"Uczelnia to nie jest dom publiczny. Nie każdy klient musi wyjść zadowolony."
Hasło dnia, tygodnia, roku..
Dzisiaj, stojąc na przystanku, zaobserwowałam dziwną scenę. Podchodzi kobieta, sprawdza plan. "Czy była już jedenastka?" - pytanie skierowane do jakiegoś chłopaka. On odpowiada zgodnie z prawdą, że takiego autobusu jeszcze nie było, ale planowo za dwie minuty powinien być. W tym momencie kobieta chyba stwierdziła, że zdąży udać się do kiosku, który był oddalony od przystanku o 800 metrów, kupić bilet i wrócić, zaoszczedzając przy tym 40 groszy! (w Olsztynie bilet kupowany u kierowcy jest 40 groszy droższy) Nie byłoby to dziwne, gdyby nie fakt, że w razie czego, kolejny autobus jest dopiero za godzinę! Jaki efekt? Pani poszła do kiosku, autobus przyjechał i.. odjechał. Wyobrażam sobie kobitkę, jak godzinę czekała. Na taksówkę na pewno nie poszła, skoro i 40 groszy było problemem. Wolałabym wydać te grosze na bilet niż później kilkadziesiąt złotych na leczenie, bo jak wiadomo pogoda była dziś nietęga.
Każdego dnia przekonuję się, że ludzie są dziwni. To znaczy nie twierdzę oczywiście, że dla innych to ja nie mogę być dziwna.
Dzisiaj, na przykład, na jakimś wykładzie wyjęłam swój magiczny organizer coby wpisać kilka informacji i poczułam na sobie spojrzenie. Kiedy odwróciłam się w danym kierunku, zobaczyłam wbite we mnie zdziwione oczęta. Fakt, kalendarz jest zapisany praktycznie, latają po nim jakieś karteczki.. no, używany jest w końcu. Mam rozpisany każdy dzień. Może to dziwne, ale dzięki temu nigdy o niczym nie zapominam i potrafię sobie ustawić dzień co do godziny! W ten sposób mogę zaplanować kilka rzeczy do przodu i na dodatek o nich pamiętać!
Pozostaje stwierdzić, że każdy ma swoje dziwactwa.
Dzisiaj, kiedy spieszyłam się na intrygujący wykład z maszyn i rysunku technicznego, stojąc na sporym przejściu dla pieszych, ujrzałam chłopaka po drugiej stronie. To znaczy, mężczyznę. Chłopak kojarzy się z nastolatkiem, a ten wyglądał na jakieś 22-25 lat. No ale, zobaczyłam go. Myślałam, że on mnie nie widzi, w końcu to duża odległość. Zapaliło się zielone światło, ludzie weszli na ulicę, a ja szłam i z każdym centymetrem zdawałam sobie sprawę, że ten chłopak też się na mnie patrzy! Przechodziliśmy przez ulicę, świat jakby zwolnił, patrzyliśmy sobie w oczy i kiedy doszło do momentu minięcia się z owym mężczyzną, on się do mnie uśmiechnął, pokazując równe białe zęby. Odpowiedziałam tym samym. Przeszłam na drugą stronę i się odwróciłam, coby sobie na niego popatrzeć.. i on zrobił to samo w tym samym momencie!
Pan, który dzisiaj był na mieście w zielonym golfie, szarym płaszczy i z grafitowym szalikiem powinien wiedzieć, że to o nim.
Zostałam dzisiaj obudzona po 7 rano. To nic, że całą noc nie spałam przez te pieprzone wichury. Wiatr tak walił w okna, że nie byłam w stanie zmrużyć oka całą noc! Chyba do 4 leżałam i patrzyłam na zmieniające się cienie na ścianie. Swoją drogą odkryłam, że zaschnięta róża, która jest przywieszona do firanki, oświetlona lampami daje niesamowity cień. Problem - jak ja to mam sfotografować? -_-
W każdym razie wstałam o siódmej i pierwsze, co musiałam zrobić to.. wyjść na ten mróz. Później odkurzyłam i poukładałam jeszcze co nieco w moim pokoju. Powód? WIZYTA BABCI.
Nie wiem, jakie Wasze babcie są, ale moja to chodząca czystość. Kiedy ma przyjechać, wszyscy stają na wszystkim na czym mogą (:P) i robią wszystko, żeby babcia nie pokręciła nosem. Oczywiście i tak zawsze się coś znajdzie... Dzisiaj ledwo zdążyła się przywitać i rozebrać i już zapierdzielała po domu ze ściereczką do kurzu. W tym momencie odkurza i nikt ani nic nie jest w stanie jej powstrzymać. Za chwilę zamierz a umyć podłogi, które oczywiście myte są regularnie, ale przecież ONA ZROBI TO LEPIEJ. Mi się tylko śmiać chce, jak widzę mamę, która zrezygnowana tylko chodzi i patrzy, żeby babcia sobie jakiejś krzywdy nie zrobiła, hi hi hi ;)
Na Allegro znalazłam coś, co chcę mieć. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, ale kupię ten telefon. Wiem, że nie będę go długo używać, ale ja jestem gadżeciara i wcale się tego nie wstydzę, o. Mozilla podkreśliła mi gadżeciarę.. możliwości do wyboru: tupeciara lub śmieciara. No cóż, wszystko jakby trochę pasuje :D
Ludzie są dziwni. Najlepiej to wziąć ich za rękę i poprowadzić. Na to chyba liczą. Trzeba być skończonym debilem, żeby liczyć na szczęście w sytuacjach najmniej ku temu odpowiednich. Nie oszukujmy się, czasem, żeby coś osiągnąć trzeba jednak ruszyć dupę. Łatwo wszystkim teraz narzekać na wszystko co wkoło, ale wcześniej wszyscy mówili, że to wszystko to 'lajtowe'. Wkurwiają mnie tacy ludzie, tyle Wam powiem.
Babcia wpadła i wypadła. Za to mam piękne ciasto z owocami, naleśniki z serem, obiad na najbliższy tydzień pięknie pomrożony i przygotowany. No po prostu nic, tylko wracać do domu i uprzyjemniać sobie chwile spędzone nad książkami :P
Dzisiaj o mało nie spóźniłam się na zajęcia, bo zaczęłam oglądać sławnego Jeffa Dunhama. A żeby nie być gołosłowną, to chętnie Wam zaprezentuję tego komika. Enjoy!
Jakże ja nienawidzę mało konstruktywnych komentarzy. Jak ktoś nie ma do powiedzenia wiele, to niech sobie daruje i w ogóle nie komentuje. Komentarz ma mieć treść; nie rozchodzi się tutaj o znaki. To kurwica człowieka strzela, jak się widzi takie coś. Tyle.
Dzisiaj mam dzień 'huśtawkowy'. Najpierw rano się dowiedziałam, że kto ma wpis w indeksie z niezaliczonej ekonomiki, to nie może pisać jutro poprawy. Myślałam, że się popłaczę, ale Suzi potem zadzwoniła i powiedziała, że jednak można. Bo się okazało, że jedynie jedna osoba nie ma takiego wpisu - ha ha ha.
Mam od chuja nauki i zero zapału. Zastanawiam się, czym to jest spowodowane. Zmęczona nie jestem, przemęczona tym bardziej, a kurde dupa nie chce się ruszyć. Stwierdziłam, że nie idę dziś na wykłady, bo z moim dzisiejszym tempem to w życiu się niczego nie nauczę.
Dorwałam McMurry'ego wczoraj i jestem cholernie z siebie dumna. Mam w tym momencie tyle podręczników już, że jedynie ode mnie zależy, jak mi w tym semestrze pójdzie.
Wczoraj kupiłam nowe buty na wiosnę. Trochę odeszłam od obcasów i postawiłam na coś wygodniejszego. Jutro odbieram swój płaszczyk, który sprezentowała mi babcia. Nie wiem jak to jest, ale kiedy do mojej szafy dochodzą kolejne części ubrania, to mam zajebisty humor. Ach, no jestem przecież kobietą. Wy też tak macie dziewczyny? ;)
Widziałam się wczoraj z Kaliną. W końcu udało nam się jakoś to zorganizować, chociaż i tak nie zdążyłam na czas i musiałam dojeżdżać. Jest git, że tak się popiszę elokwencją. Ot co.
No dobra już, dobra. Idę do tej chemii i ekonomiki.
A pfe.
/edit/
Sami zobaczcie, jaki zajebisty teledysk.
A piosenka w ogóle najlepsza. Mniamsi.
Myślałam, że mieszkanie w bloku nie może okazać się koszmarem. Jakże się myliłam.
Mojej mamy przyjaciółka, która mieszka piętro wyżej od dwóch tygodni nie może zaznać spokoju we własnych czterech kątach, ponieważ dzieci sąsiadów walą w podłogę tak, że się wszystko trzęsie. Na początku uważałyśmy z mamą, że to przesadzone bardzo, ale wczoraj okazało się, kto miał rację.
Trzęsienie zaczęło się ok. 17, a skończyło jakoś o 21, kiedy dzieciaki idą spać. Ale to nie było zwykłe pukanie.. Wszystko się trzęsło! Całe ściany chodziły!! Moje mieszkanie leży daleko od tych ludzi, a słyszałam łomot jakby ktoś w drugim pokoju walił! Co gorsza, miałam od groma nauki i oczywiście do 21 w ogóle się skupić nie mogłam. Specjalnie na wykłady nie pojechałam, bo dzisiaj był czarny czwartek i musiałam poświęcić trochę czasu na intensywną naukę. No cóż, nie wyszło. Kilka godzin wsłuchiwałam się w dudnienie. Nawet muzyka nie była w stanie tego zagłuszyć, bo to nie chodziło o hałas.. Aż się wszystko w środku rąbało. Taki wewnętrzny młot pneumatyczny. Mimo to, ekonomika chyba będzie zaliczona. Mam wyznaczoną godzinę na rozmowę z panią dr na wtorek na 11:15. Się zobaczy. Dzisiaj napisałam wszystko, co wiedziałam. A z tego co się orientuję, to wiedziałam dużo.
Przez to wszystko nie znalazłam czasu na naukę chemii i już pierwsze koło zawaliłam. Było b-a-n-a-l-n-e! Kwestia zapomnienia. Siedziałam i kombinowałam myśląc "no ale przecież ja to umiałam!". No cóż, nie poćwiczyłam i pustka w głowie. Poprawa za tydzień.
Mam swój ukochany płaszczyk. Jest piękny! Był cholernie drogi, ale teraz widzę, że opłacało się kupić go. Wyglądam w nim trochę poważnie [mama mówi, że za poważnie], ale mi się strasznie podoba. Do tego upatrzyłam sobie buty na lekkim obcasie i twierdzę uparcie, że zajebiście to będzie wyglądać.
Tararaaa.. Jeszcze cztery tygodnie do powrotu Taty do kraju! Od jutra zaczynam odliczanie. Po siedemnastu latach odzyskam ojca i szczerze mówiąc, cholernie się cieszę! :) Nareszcie będzie czas na bliższe poznanie się. Bo te krótkie wizyty nic nie wnosiły do sprawy. A że wyjechał jak miałam trzy lata to tym bardziej nie pamiętam, jaki był.
p.s. Nie mówcie, że zmieniarska, bo ja to wiem. Mój blog i będę go upiększać ile mi sił i chęci zostanie.